| mywonderwallblog - archiwum: Where you gonna go? Where you gonna sleep tonight? |
Where you gonna go? Where you gonna sleep tonight?Wyjazd jak można było się spodziewać był fantastyczny. Pomimo, że bałam się do ostatniej chwili. Nawet jeszcze wtedy gdy już Go zobaczyłam czekającego na lotnisku. Wszystko wyszło tak jak zostało zaplanowane. Dużo wrażeń jak na jeden raz.. chyba za dużo patrząc na to, że mój umysł wciąż nie jest w stanie pojąć i przyswoić tego wszystkiego.. dobrze, że przynajmniej zdjęcia uparcie przypominają mi i udowadniają, że rzeczywiście tam byłam i rzeczywiście to wszystko się wydarzyło. Wychodzi na to, że spełnienie trzech marzeń naraz to jednak za dużo. Ale i tak było warto. W mojej pamięci pozostały jednak inne chwile, nie do końca związane z Paryżem czy Disneylandem.. Siła uścisku jakim obdarzył mnie na lotnisku.. jakby próbował przytulić mnie dokładnie do swojego serca, nie do siebie. Jego radość jak pierwszego wieczoru pokazał mi wieżę Eiffel'a. Każdy Jego uśmiech odwzajemniający mój uśmiech. To, że przeniósł mnie na rękach przez próg swojego mieszkania. Moment, w którym położył się koło mnie z "Małym księciem" w rękach i zaczął mi czytać. To, jak przygotował mi kawę w ostatni wspólny ranek. To jak starał się być oparciem gdy ja na lotnisku całkowicie się rozkleiłam. To, co widzę w Jego oczach jak na mnie patrzy. Zawsze. I ja wiem, że to jest człowiek, który zrobi wszystko żeby podarować mi gwiazdkę z nieba. Który nie wiedzieć czemu kocha mnie najmocniej na świecie. I teraz pytanie: dlaczego mnie to bardziej przeraża niż cieszy? To nie jest kwestia mojego uczucia, bo jest dla mnie kimś naprawdę ważnym. To nie strach, że Go stracę. To nie zazdrość. Ale naprawdę nie wiem co wywołuje u mnie takie uczucie. Może to kwestia przyszłości? Może to jej się boję? Każda kolejna wspólna chwila przekonuje mnie, że może tym razem to jest to..? Że wreszcie (już?) znalazłam właśnie "tego jedynego"? (nie ważne jak dziwnie i niepoważnie to narazie brzmi). Boję się tego, że On jest taki wspaniały.. i że jest taki dobry dla mnie. Nie mówię, że nie ma wad, ale są to rzeczy, które w najmniejszym stopniu mni nie przeszkadzają. Mam poprostu wrażenie, że na to wszystko nie zasługuje. Nie zasługuje na to żeby ktoś tak bardzo się dla mnie starał, żeby świata poza mną nie widział. Żeby chciał wszystko zmieniać byle tylko mi było dobrze. Żeby ktoś był dokładnie taki jaka ja potrafię być dla drugiej osoby. Bo łatwiej mi jak ja się staram, jak ja pokonuje kolejne kamienie milowe. I jak to komuś wytłumaczyć? Co powiedzieć..? Jestem najszczęsliwszą osobą na świecie, ale nie wierzę w to wszystko? Przestań być dla mnie taki dobry to będę szczęśliwsza? To dopiero paranoja. Za miesiąc znów zawitam we Francji. Tym razem na spokojnie. I już mam wątpliwości. Bo to kolejny kroczek do "nas". Z przyczyn techniczno-organizacyjnych to znowu ja przyjeżdżam.. chociaż to chyba Jemu bardziej zależy. Wielkie plany i marzenia na przyszłość. A dokładnie zaplanowane kolejne kilka wspólnych lat.. i gdzieś w głebi serca chciałabym żeby się udało. Ale nie wyobrażam sobie tego. I pielęgnuje tego potwora w sobie, a on z każdym dniem przybiera na sile i coraz częsciej poddaje w wątpliwość wszystko o czym tylko zdąże pomyśleć.. "źle Ci tak jak jest?", "bycie samej wcale nie jest takie straszne, przecież się przyzwyczaiłaś", "wyjazd? a po co Ci to?". No tak. Uzależniona od rodziny, nie będąca w stanie się usamodzielnić. Nic tylko sobie pogratulować. Ale na pocieszenie wiem, że nie oddałabym Go za żadne skarby świata. Bo to mój książe z bajki i już. A poza tym nie lubię świąt. by mywonderwall | 2010-04-02 23:59:25 | skomentuj! (2) |
strona główna blog.pl |
|
|